Doszło do zabójstwa

In English
По-русски (полная версия)
По-русски (сокращённая версия)
W języku Polskim (krótka)
W języku Polskim (więcej)
Аuf Deutsch (kurzfassung)
Аuf Deutsch (vollversion)

Do dyżurki FSB przyszedł młody człowiek i zażądał wydania ciała swojego pradziadka, rozstrzelanego w 1938 r. Domagał się także wyjawienia nazwisk oprawców. Odmowna odpowiedź zmotywowała go do przeprowadzenia samodzielnego śledztwa na temat okoliczności morderstwa oraz zidentyfikowania wszystkich osób winnych, od Stalina do człowieka, który nacisnął spust.

„Rozstrzelanie nie było zbyt efektowne. O wiele bardziej efektownym była śmierć przez uduszenie lub łamanie czaszki łomem. W więzieniu funkcjonariusze rywalizowali, o to kto pierwszy zabije więźnia kopem w krocze. To nie przechodzi nawet przez gardło. Czytanie tego jest nie do zniesienia, wiele bym dał, żeby nie wiedzieć wszystkich tych rzeczy. Chcę poznać imiona wszystkich ludzi, biorących udział w kaźni, i ja je zdobędę”.

Przeczytajcie opowieść Denisa Karogodina, o prowadzonym przez niego śledztwie.


Prawnuk chłopa rozstrzelanego w 1938 r., domaga się od FSB wydania ciała pradziadka i wskazania nazwisk oprawców.

Rolnik Stefan Iwanowicz Karagodin urodził się w 1881 roku w wiosce Drowosecznoje w guberni orłowskiej. Na początku XX wieku jego rodzina przeniosła się na Daleki Wschód do wsi Wołkowo koło Błagowieszczeńska. Dzięki niezłomnej pracy Stefan Iwanowicz założył duże gospodarstwo i wyrobił sobie w miejscowości silną pozycję. Wybrany został atamanem i przewodniczącym w radzie osady. W sierpniu 1918 roku wziął udział w Zjeździe Chłopskim organizowanym przez „Związek Rolników”. Podczas Zjazdu potępiono działalność Rady Komisarzy Ludowych, sprzeciwiono się mobilizacji chłopów do Armii Czerwonej i wezwano do formowania chłopskich sił samoobrony. Uczestnicy Zjazdu opowiedzieli się po stronie Rządu Tymczasowego (utworzonego w wyniku rewolucji lutowej w 1917 r. – przyp. AK) i szturmem uzbrojonych oddziałów chłopskich wypędzili bolszewików z Błagowieszczeńska.

W 1921 roku Stefan Karagodin został aresztowany i oskarżony o stworzenie kułacko-białogwardyjskiej organizacji. Spędził w więzieniu 3 miesiące. W 1928 roku ponownie został aresztowany (między innymi za to, że będąc przewodniczącym sielsowietu (jednostki administracyjnej ZSRR – przyp. AK) nie rozkułaczał mieszkańców swojej wsi). Oskarżono go na postawie art. 58-14 KK RFSRR (kontrrewolucyjny sabotaż) i skazano na zesłanie na Syberię na 3 lata. Zsyłkę spędził w Narymskim Kraju. Po zakończeniu wyroku przedostał się do Tomska, gdzie w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 1937 roku został aresztowany przez pracowników tomskiego oddziału NKWD, oskarżony przez Kolegium Specjalne o zorganizowanie grupy dywersyjnej i szpiegowskiej „harbińczyków i deportowanych z Dalekiego Wschodu” oraz pracę na rzecz japońskiego wywiadu wojskowego i skazany na rozstrzelanie. Wyrok wykonano 21 stycznia 1938 roku.

Historii Stefana Karagodina poświęcona jest strona internetowa, którą założył jego prawnuk Denis (Stepanivanovichkaragodin.org). Absolwent filozofii Państwowego Uniwersytetu w Tomsku, 33-letni designer Denis Karagodin zbiera informacje o losie swojego pradziadka i innych członków rodziny. „Nie mogę nazywać Stefana Iwanowicza swoim pradziadkiem, a jego syna, który także przeżył Gułag i umarł po wojnie od zadanych ran, nie mogę nazywać dziadkiem, ponieważ umarli będąc jeszcze młodymi ludźmi” - mówi Denis Karagodin. Stepanivanovichkaragodin.org to nie tylko strona o rodzinnej historii, to prawdziwe dochodzenie: Denis postanowił zebrać informacje na temat wszystkich osób, które brały udział w fałszowaniu zarzutów przeciwko jego pradziadkowi i innym aresztowanym w związku z harbińską sprawą i prześledzić cały przestępczy łańcuch: od kremlowskich inicjatorów Wielkiego Terroru po bezpośrednich wykonawców wyroku w Tomsku.

Denis Karagodin opowiedział Radiu Svoboda* o swoich nadziejach na zakończenie śledztwa prawdziwym procesem sądowym.

[sc_embed_player_template1 fileurl="https://karagodin.org/wp-content/uploads/2016/06/2016-06-18-stepanivanovichkaragodin-radiosvoboda.mp3"]

– Morderstwo Stefana Iwanowicza było traumą, raną dla Twojej rodziny przez wiele dziesięcioleci?

Wyciąg z dokumentu o rozstrzelaniu Karagodina Stefana Iwanowicza. Archiwum Urzędu Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej tomskiego regionu (АУФСБ РФ по ТО), sygn.fF.8, op.1, d.P-1997, s. (koperta).

Wyciąg z dokumentu o rozstrzelaniu Karagodina Stefana Iwanowicza. Archiwum Urzędu Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej tomskiego regionu (АУФСБ РФ по ТО), sygn.fF.8, op.1, d.P-1997, s. (koperta).

– O tym, że został rozstrzelany, rodzina nie wiedziała. Po aresztowaniu Stefana Iwanowicza jego żona Anna Dmitrijewna wiele lat szukała go w łagrach i więzieniach. Jeździła po całym Związku Radzieckim z nadzieją, że znajdzie miejsce jego uwięzienia. Trwało to do 1955 roku kiedy pracownicy KGB złożyli jej wizytę i urządzili przesłuchanie. Po tym incydencie Anna udała się do rodziny. W pociągu rozmawiała z kimś o swoim losie i stracie. I nagle usłyszała jak dwaj mężczyźni (po tym jak opowiedziała swoją historię) mówią do siebie: „ A pamiętasz był taki Karagodin Stefan, pracował w naszym łagrze jako szewc”. Anna Dmitrijewna przysiadła się później do nich i zaczęła wypytywać, ale ci zaprzeczyli, mówiąc „ co ty, babciu, nie mówiliśmy nic takiego, wydawało się pani” i wysiedli na następnej stacji. Myślę, że było to świadome działanie pracowników KGB, którzy chcieli utrwalić wersję, jakoby Stefan Iwanowicz zmarł w łagrze. Informacja o tym, że mógł pracować jako szewc znajdowała się jedynie w dokumentach jego sprawy dotyczącej rozstrzelania w 1937 r.. Tak więc poszukiwania i próby ustalenia losu krewnego nigdy nie ustawały, każde pokolenie naszej rodziny robiło wszystko, co możliwe.

– Ile dzieci miał Stefan Iwanowicz?

Lew Karagodin (po środku) z towarzyszami broni w krymskim szpitalu.

Lew Karagodin (po środku) z towarzyszami broni w krymskim szpitalu.

– Dziewięcioro, duża chłopska rodzina. Dwóch synów, poborowych, służyło w Tomsku. Mówiono im: „ Wasz ojciec to wróg narodu, musicie się starać i dobrze służyć, to może poprawicie jego sytuację”. Potem aresztowano mojego dziadka - najmłodszego syna Stefana Iwanowicza - Lwa Stefanowicza. Znalazł się w Sibłagrze (Sibłag – Syberyjski Obóz Naprawczy, jeden z wielu znajdujących się w całym systemie GUŁAGu, utworzony w 1929 r. – przypis AK). Pracował przy wyrębie lasu na stacji Tajga. Kiedy wybuchła II wojna światowa trafił dobrowolnie z obozu do karnego batalionu. Brał udział w kontrataku pod Moskwą, otrzymał wiele ran. Bitwa na Łuku Kurskim i tak dalej - był czołgistą, strzelcem, kierowcą GAZ-AA (lekki samochód ciężarowy – przypis AK), łącznikiem. Każda specjalność wojskowa to kontuzja, po której nie mógł już służyć na danym stanowisku i przenosił się na inne (w zależności od stanu zdrowia). Robił wszystko by oczyścić imię, zalegalizować swój status, gdyż jego ojciec uważany był za wroga narodu.
Nie zdawał sobie nawet sprawy, że ojca dawno rozstrzelano. Po wojnie będąc inwalidą wojennym zaczął pracę jako laborant na Tomskiej Politechnice i wstąpił do KPZR (także w celu oczyszczenia imienia rodziny), okupił to olbrzymim wysiłkiem.

Władywostok, ZSRR, 1930 r.. Po prawej Kuźma.

Władywostok, ZSRR, 1930 r.. Po prawej Kuźma.

Nawiasem mówiąc, wstąpienie do partii mocno odbiło się na jego relacjach z bratem Kuźmą, który długo nie mógł mu tego wybaczyć. Ale mój dziadek dobrze wiedział co robił. Z jego strony była to gra przeciwko systemowi. Przecież wrócił po wojnie do Tomska tylko po to, aby „spotkać się” z ojcem. Był już rok 1947 i rzekomo mijał okres kary.

– Typowa kara „10 lat bez prawa do korespondencji”?

– Myślę, że nawet taka informacja nie była podana. Widocznie rodzina tak założyła, kierując się podobnymi historiami. Później, w latach 50., wydano zaświadczenie jakoby Stefan Iwanowicz umarł podczas odbywania kary. W czasie ponownego rozpatrywania spraw zamykano je, kończono jakby temat i wysyłano do urzędów dyrektywy, aby sporządzać akty zgonu poszczególnych ludzi, w zależności od wieku i płci (jakoby z przyczyn naturalnych): zapalenie płuc i temu podobne.

– I zmieniano daty na kilka lat do przodu, aby wydawało się, że człowiek zginął w czasie wojny.

– Dokładnie tak. Poprosiłem o świadectwo zgonu w lokalnym urzędzie stanu cywilnego i potem pomyślałem: zaraz, przecież wiem, że z tą sprawą związanych jest jeszcze osiem osób. Poprosiłem więc także o ich świadectwa. Rzeczywiście, okazało się, że tylko w trzech przypadkach dane się zgadzają, reszta jest sfałszowana. I to do dnia dzisiejszego.

– Twój pradziadek uważany był za przywódcę „japońskich szpiegów”?

Załącznik do protokołu Komisji NKWD i Prokuratora ZSRR № 251 z 03.01.1938, dotyczący domniemanej roli Stefana Iwanowicza Karagodina jako szpiega japońskiego wywiadu wojskowego.

Załącznik do protokołu Komisji NKWD i Prokuratora ZSRR № 251 z 03.01.1938, dotyczący domniemanej roli Stefana Iwanowicza Karagodina jako szpiega japońskiego wywiadu wojskowego.

– Przywódca, twórca powstańczej kontrrewolucyjnej organizacji, grupy dywersyjno-szpiegowskiej z zadaniem przeprowadzania ataków terrorystycznych, sabotowania wyborów - mnóstwo zarzutów. Takich spraw było w Tomsku bardzo dużo. Istniał cały przemysł fałszerstwa. Ludzi wybierano, opierając się o dane osobowe i paszporty. Przychodziła dyrektywa, żeby wybrać tyle a tyle osób, a potem tworzyło się historie o tym, kto kiedy został zwerbowany. Bywało, że aresztowane w tej samej sprawie osoby nawet się nie znały. W Tomsku NKWD rozstrzelało co najmniej dwa tysiące ludzi: operacja harbińska, operacja polska, itd.

– Wszystkie osiem osób aresztowanych razem z Twoim pradziadkiem zostało rozstrzelanych?

Wypis z dokumentów o wyroku rozstrzelania dla wszystkich ośmiu osób.

Wypis z dokumentów o wyroku rozstrzelania dla wszystkich ośmiu osób.

– Wszystkich rozstrzelano w 1938 roku. Człowiek, który rzekomo ich zwerbował był rozstrzelany wcześniej, a człowiek, który z kolei zwerbował jego, zginął jeszcze wcześniej. Nikt spośród osób związanych z tą sprawą się nie znał. Wstrząsające historie. Na przykład, historia szwagierki duchownego Mikołaja Simo, który obecnie uważany jest przez Patriarchat Moskiewski Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego za męczennika. Miejscem jego służby był ówczesny Petersburg. Simę rozstrzelano w Leningradzie (dziś Petersburg – przypis AK), jego syna zesłano wraz z żoną do Tomska. Tam syna aresztowano, rozstrzelano, żony o tym nie poinformowano, dwa miesiące później aresztowano i ją. „Doczepiono” ją do sprawy Stefana Iwanowicza, sporządzono ogólną listę i zamordowano. Jestem w posiadaniu aktów zgonu wszystkich rozstrzelanych osób związanych z „moją” sprawą. Pojawił się pomysł złożenia podania, aby dokumenty sprostowano, przecież to falsyfikaty.

– Zażądałeś nawet od FSB oddania ciała…

– Po prostu napisałem: mam do was kilka spraw. Po pierwsze: czy osoby winne masowych morderstw zostały pociągnięte do odpowiedzialności, i po drugie: proszę wydać ciało. W FSB zdziwili się: „Jakie ciało?”- „Ciało mojego pradziadka Stefana Iwanowicza”. Od tego zaczęło się papierkowe zamieszanie, ja piszę formalne zapytanie i dostaję formalną odpowiedź. Jestem pewien na sto procent, że oni doskonale wiedzą, gdzie przeprowadzano egzekucje. Całe miasto o tym wie. Wiem, gdzie znajdują się ciała, wiem, że istnieje decyzja o rozstrzelaniu, na której widnieją nazwiska zbrodniarzy, którzy pracowali dla miejscowego oddziału NKWD 21 stycznia 1938 roku. Z dokumentu został zrobiony wypis dołączony do sprawy, nie udostępniono mi go jednak, powołując się na zły stan druku, chociaż widniał w kopiach, które mi wysłano. W skrócie - ciała nie ma, informacji i miejscu pochówku też nie, dokumentów nie wydają.

– A gdzie znajduje się miejsce pochówku, o którym wie całe miasto?

– To Kasztaczna Góra (miejsce masowych egzekucji i pochówku ofiar w latach 1937-1938 – przypis AK). Taki duży wykop, rów, gdzie jeszcze w czasach carskich znajdowało się więzienie etapowe, później było wykorzystywane w czasach terroru bolszewickiego. To właśnie tam dokonywano egzekucji.

Więzienie na Kasztacznej Górze w Tomsku. Zdjęcie lat 40.

Więzienie na Kasztacznej Górze w Tomsku. Zdjęcie lat 40.

Więzienie na Kasztacznej Górze w Tomsku.

Więzienie na Kasztacznej Górze w Tomsku.

Metody były trzy. O dziwo, jakby to nie brzmiało, rozstrzelanie nie było zbyt efektowne. O wiele bardziej efektownym była śmierć przez uduszenie lub łamanie czaszki łomem. W latach 80. towarzystwo „Memoriał” znalazło w tym wykopie ludzkie szczątki. To ogromny rów pochodzenia naturalnego i dlatego bardzo łatwo jest ukryć ciała - wystarczy je zrzucić w dół. W instrukcjach NKWD/ MBP (Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego – przypis AK) jest napisane, że w takich przypadkach najpierw należy usunąć darń, a następnie pod nią w jamie umieszczać ciała. Nie wiem jednak, czy tak to wyglądało w Tomsku. Tutaj mamy do czynienia ze swoistą specyfiką. W tym miejscu było zamordowanych i pogrzebanych mnóstwo ludzi.

– Pisałeś o tym, że w czasie wojny miejsca pochówków rozkopywano i sprzedawano odzież ściągniętą ze zmarłych.

Oddział NKWD w Stalińsku. Starszy porusznik bezpieki PLESCZOW Siergiej Innokientiewicz. Starszy porucznik bezpieki POCZKAJ Ilia Borisowicz. Szef wydziału Stalińskiego oddziału NKWD, sierżant KONONOW D.T.

Oddział NKWD w Stalińsku. Starszy porusznik bezpieki PLESCZOW Siergiej Innokientiewicz. Starszy porucznik bezpieki POCZKAJ Ilia Borisowicz. Szef wydziału Stalińskiego oddziału NKWD, sierżant KONONOW D.T.

– Dokładnie tak, w czasie drugiej wojny światowej represje nie ustały, kontynuowano rozstrzelania. Przychodziły kobiety z miasta, rozkopywały masowe mogiły. To było tuż obok wykopu, ściągały z trupów ubrania i sprzedawały je na miejscowym targu w mieście. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja była znacznie gorsza niż wynika z dokumentacji. Na przykład, oddział w Stalińsku, obecnie Nowokuźnieck w obwodzie kemerowskim, ogłosił socjalistyczną rywalizację z Tomskiem, o to, który oddział będzie bardziej prześladował i rozstrzela większą liczbę osób - w rezultacie wygrał Tomsk. Albo pracownicy z więzienia w Nowosybirsku wymyślili grę, która polegała na zabiciu więźnia jednym kopniakiem w pachwinę. Przez gardło mi to nie przechodzi. Nie chcę mieć z tymi okropieństwami nic wspólnego, czytanie tego jest nie do zniesienia, wiele bym dał, żeby nie wiedzieć wszystkich tych rzeczy.

– Gdzie znajdują się takie relacje?

– Na przykład we wspomnieniach pracowników, którzy zajmowali się pracami infiltracyjno-weryfikacyjnymi w latach 60.

– Na Kasztacznej Górze jest jakiś znak pamięci, pomnik?

Denis Karagodin określa koordynaty memorialnego krzyża ku czci ofiar terroru komunistycznego, Kasztaczna Góra, Tomsk, 11.09.2012 r.

Denis Karagodin określa koordynaty memorialnego krzyża ku czci ofiar terroru komunistycznego, Kasztaczna Góra, Tomsk, 11.09.2012 r.

– Znajduje się tam krzyż, postawiony w latach 90. W latach 80. pracował tam „Memoriał”; nagrał film ze swoich prac, dokonano  ekshumacji, w tym także ciał z rozbitymi na kawałki czaszkami. Wówczas można było prowadzić tam pewne prace, rozkopy. Dziś jednak jest to już niemożliwe, rów zawalony został śmieciami przemysłowymi (częściowo stoją tam także domy mieszkalne i budynki biurowe). Proszę sobie wyobrazić, co może się stać, jeśli kilka stojących, zrujnowanych już dziewięciopiętrowych budynków, zawali się do rowu. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem to miejsce, to najprawdopodobniej pierwszy raz w życiu pojąłem, że są rzeczy, które są niemożliwe, które nie mają sensu.

Memorialny krzyż na Kasztacznej Górze, 10.09.2012 r.

Memorialny krzyż na Kasztacznej Górze, 10.09.2012 r.

– Interesują Ciebie nie tylko ofiary, ale także zbrodniarze. Zbierasz dane o wszystkich, którzy mieli związek z zabójstwem Twojego pradziadka. Co udało Ci się znaleźć i w jaki sposób tego dokonałeś?

– Kiedy miała miejsce weryfikacja sprawy, na przesłuchania wzywani byli przede wszystkim pracownicy zaangażowani w rozstrzelania i falsyfikacje dokumentów. Ale co istotne, ludzie, przed którymi oni zeznawali na różnych komisjach, z zasady, byli ich kolegami po fachu. Formalnie mieliśmy do czynienia z wojenną prokuraturą,

Rodzina Karagodinów, Tomsk, 1937 r.

Rodzina Karagodinów, Tomsk, 1937 r.

ale za tym stał cały aparat partyjny, do którego w Tomsku należeli ci sami ludzie. Mam u siebie dokumenty, które trafiły w moje ręce w sposób nieoczekiwany, w których znajduje się weryfikacja, na przykład, towarzysza Gorbienko.

GORBIENKO Gieorgij Iwanowicz, naczelnik 3 trzeciego miejskiego oddziału NKWD w Tomsku, młodszy porucznik Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

GORBIENKO Gieorgij Iwanowicz, naczelnik 3 trzeciego miejskiego oddziału NKWD w Tomsku, młodszy porucznik Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

Unikatowa postać – Gorbienko Gieorgij Iwanowicz, szef trzeciego miejskiego oddziału NKWD nowosybirskiego regionu w Tomsku, młodszy porucznik Biura Bezpieczeństwa ZSRR. Dokładnie Gorbienko był śledczym i winnym rozstrzelania poety Klujewa. Masowy zabójca, fałszerz. Tak jest napisane w dokumentach, ale że w prezydium komisji śledczej siedzieli jego koledzy po fachu, sprawa została wyciszona. „Za naruszenie zasad socjalistycznej praworządności” rozstrzelano naczelnika miejskiego oddziału w Tomsku Iwana Wasilewicza Owczynnikowa, kapitana NKWD. Pozostałym powiodło się – uniknęli takiej kary. Samemu Gorbience udało się przeżyć II wojnę światową, trafił do niemieckiej niewoli, zniszczył legitymację członkowską partii.

OWCZYNNIKOW Iwan Wasiliewicz, naczelnik tomskiego oddziału NKWD, kapitan Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

OWCZYNNIKOW Iwan Wasiliewicz, naczelnik tomskiego oddziału NKWD, kapitan Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

Niemniej jednak później ponownie go przyjęto, został naczelnikiem obozów pracy na Syberii, następnie w Tomku kierował komunalnym technikum budowlanym, gdzie także zajmował się fałszowaniem dokumentów, tym razem jednak w stosunku do studentów. „Bawił się” dokumentami mieszkalno-komunalnego przedsiębiorstwa, mimo iż był w związku z tym wielokrotnie dyscyplinowany. On sam jednak był częścią tej gry. Przeżył absolutnie wszystkich. Wszystkich ograł. Miał syna, który z kolei nie miał dzieci, ponieważ został silnie napromieniowany podczas pracy przy produkcji atomowej, w zamkniętym mieście Tomsk-7. Cały kapitał, który udało się im zebrać, nie mam pojęcia jakim wysiłkiem, który liczyć można w dziesiątkach tysięcy rubli, został roztrwoniony przez żonę syna, damę nieprowadzącą się zbyt moralnie. Tak więc historia tej rodziny nie skończyła się dobrze.

Takich osób, jak Gorbienko, w dokumentach jest wiele. Na przykład, sierżant NKWD Zwieriew Anatolij Iwanowicz („sierżant” niższy stopień oficerski w systemie NKWD), śledczy, pracował na kilku stanowiskach w milicji, w Syberyjskim Okręgu Wojskowym, w jednostkach wojskowych, zajmował się także fałszerstwami.

Przypuszczalnie, ZWIERIEW Anatolij Iwanowicz, śledczy, funkcjonariusz Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

Przypuszczalnie, ZWIERIEW Anatolij Iwanowicz, śledczy, funkcjonariusz Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

W czasie II wojny światowej, był komendantem Wydziału Specjalnego, jeździł w oddalone miejsca, gdzie aresztował minimum 30 osób, za co otrzymał później medal „Za bojowe zasługi”. Za to samo odznaczono go także Orderem Czerwonej Gwiazdy.

I Gorbienko, i Owczynnikow, i Zwieriajew – to bezpośredni winni zabójstwa mojego pradziadka.

Moje poszukiwania rozpocząłem od tych, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w rozstrzelania z dnia 21 stycznia 1938 r. Zidentyfikowałem wykonawców, organizatorów, zarządzających całym procesem. Byli to: prokurator Tomska Mikołaj Piliuszenko (totalny maniak, taki tomski Wyszyński), ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR Jeżow, prokurator Wyszyński, sekretarz trzeciego oddziału bezpieki Poliakow, pierwszy zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych Frinowski, sekretarz zachodnio-syberyjskiego krajkomu WKP(b) Robert Eiche. W czasie przesłuchań Eiche złamano kręgosłup – to był jedyny człowiek, który do końca twierdził, udowadniał, że nie był wrogiem narodu– to go jednak nie uratowało. A organizatorem przestępstwa był Dżugaszwili Josif Wissarionowicz i wszyscy inni, którzy podpisali zarządzenie politbiura CK PZR (b) numer P5194, 2 maja 1937 r. „o antysowieckich elementach”.

– Czyli analizujesz całą siatkę winnych zabójstwa Twojego pradziadka – od zwykłych wykonawców z Tomska aż do samego Kremla?

– Wszystko udało mi się ustalić dzięki dokumentom; krok po kroku odkrywały przede mną nowe horyzonty. Rozwiązywałem supełki tej tajemnicy, tej siatki, po numerach zarządzeń. Należy podkreślić, że biografie każdego z tych ludzi nie zostały ustalone na podstawie dokumentów archiwalnych służb bezpieczeństwa. Oni próbują zrobić wszystko, by stało się to niemożliwe. Zwróciłem się do nich z prośbą o pewne informacje: np. mamy takiego Owczynnikowa. Naczelnika tomskiego miejskiego oddziału NKWD. Został rozstrzelany, jest nawet zbiór dokumentów w jego sprawie, 12-13 tomów. Może jest jego fotografia? „My ich nie mamy” – odpowiada FSB. A portret Owczynnikowa wisi, malowany farbą olejną, u nich w holu. Takich przykładów jest bardzo wiele. Wszystko, co udało się ustalić, co dotyczy pracowników służby bezpieczeństwa, nie zostało ustalone poprzez FSB.

– Jak to jest? Czy to jest ciekawość tego, w jaki sposób połączone były ze sobą losy tych ludzi, czy jest w tych poszukiwaniach jakiś drugi cel?

– Na początku chciałem tylko otrzymać dokument o rehabilitacji pradziadka z Wyższego Kolegium Wojskowego. Potem otrzymałem świadectwo śmierci, w jednym spisie znajdowały się wszystkie nazwiska osób rozstrzelanych, których dokumenty znajdowały się w teczce. A następnie zadałem sobie pytanie: czy osoby, które popełniły masowe zabójstwa, poniosły za swoje działania odpowiedzialność? Przyszedłem do FSB, poprosiłem o spotkanie z dyżurnym oficerem. Przyszedł major, sympatyczny człowiek. Tam wszyscy ludzie są sympatyczni. Nawiasem mówiąc, jeśli ktokolwiek z Was pójdzie do dowolnego archiwum, niezależnie od tego jaki to będzie oddział, niech nigdy nie opowiada o swoich emocjach, uczuciach, -nikogo to nie interesuje. Wysłucha się Was uważnie, ale urzędnicy zrobią tylko to, co znajduje się w zakresie ich obowiązków.

ROMANOW Aleksandr Aleksandrowicz, naczelnik trzeciego oddziału NKWD w Tomsku, porucznik Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

ROMANOW Aleksandr Aleksandrowicz, naczelnik trzeciego oddziału NKWD w Tomsku, porucznik Biura Bezpieczeństwa ZSRR.

Możecie pomyśleć, że funkcjonariusze to byli dobrzy ludzie. Na przykład był taki Romanow Aleksander Aleksandrowicz, naczelnik trzeciego tomskiego oddziału miejskiego NKWD, także bezpośredni i masowy morderca, który widnieje w „mojej” sprawie. W Tomsku istniał nie tylko przemysł falsyfikacji ale także przemysł tzw. czarnej kasy NKWD, czyli (przy aresztowaniach) konfiskata wszelkich materiałów dowodowych: dokumentów, pieniędzy, cennych rzeczy, a nawet mieszkań – a następnie wszystko to było sprzedawane wśród swoich. Funkcjonowała sieć tzw. czarnych pośredników (a wszystko to ludzie pracujący w tomskim oddziale NKWD i partyjni przywódcy miasta). Aleksander Romanow aresztował Lwa Wiszniewskiego, profesora wydziału batalistyki zewnętrznej tomskiego uniwersytetu. Uczony został oskarżony o uzbrajanie faszystów, japońskich lub niemieckich. Romanow nawiązał przyjazne stosunki z córką profesora, która znajdowała się w tym czasie na wolności (nawet przekazał jej zegarek od aresztowanego ojca, a jemu listy od córki, lub też powiedział jej, że przekazał).

Profesor Wiszniewski Lew Aleksandrowicz, dyrektor Instytutu Matematyki Stosowanej i Mechaniki na Tomskim Państwowym Uniwersytecie.

Profesor Wiszniewski Lew Aleksandrowicz, dyrektor Instytutu Matematyki Stosowanej i Mechaniki na Tomskim Państwowym Uniwersytecie.

A w tym czasie sam prowadził śledztwo w sprawie profesora. Córka myślała, że Romanow to wspaniały człowiek, który jej pomagał, a on eksmitował ją z mieszkania i sam tam zamieszkał. I ona do swojej śmierci – w 2011 r. – była przekonana, że taki dobry człowiek pracował w organach bezpieczeństwa, a w rzeczywistości był to zabójca jej ojca. Podobna historia, oparta na „zaufaniu”, dotyczyła śledczego Zwieriewa i jednego z synów Stefana IwanowiczaKuźmy (który nie miał pojęcia o tym, że Zwieriew to śledczy) Tego samego Kuźmy, który pokłócił się z moim dziadkiem, jego bratem, po wstąpieniu do KPZR. Takich przykładów jest wiele. Chodzi o to, że uśmiech często bywa fałszywy.

I tak, przyszedłem do FSB. Padło pytanie: „Co się stało?” – „Popełniono morderstwo.” – odpowiedziałem.

Dokument o rehabilitacji Stefana Iwanowicza Karagodina, 1955 r.

Dokument o rehabilitacji Stefana Iwanowicza Karagodina, 1955 r.

„To znaczy?”. Pokazałem dokument, kopię z kolegium Sądu Najwyższego. A oficer FSB powiedział: „Rozumiem, proszę napisać zapytanie.” Napisałem. Dostałem do wglądu akta sprawy. Ale nie w całości – większa część kartek była „zakopertowana”, zakryta. I kiedy zaznajamiacie się z dokumentami, obok Was, dosłownie 15 cm od Was, siedzi pracownik służb i patrzy, co czytacie, na co spoglądacie, jakie robicie wypiski. Odpowiedzi na moje zapytanie, czy zabójcy byli osądzeni, nie otrzymałem. Rzekomo konsekwencje poniósł Owczynnikow, naczelnik miejskiego oddziału NKWD w Tomsku, i to wszystko. Taka informacja nie do końca mnie satysfakcjonowała. Gdzie było potwierdzenie tego, że poniósł odpowiedzialność za zamordowanie członka mojej rodziny? Oczywiście, ja rozumiem, że jeśli poniósł konsekwencje, to, za wszystko, ale ja chciałbym dokument. Taki Owczynnikow, naczelnik tomskiego oddziału NKWD, był (zgodnie z dokumentami jego sprawy) rozstrzelany w Nowosybirsku, a w Nowosybirsku, jego śmierć nie jest zarejestrowana w Urzędzie Stanu Cywilnego. Była też taka wersja, że zginał w karnym batalionie podczas II wojny światowej. Takich przykładów jest wiele. Choćby sprawa Gorbienki, głównego operacyjnego, który był winny także zabójstwa poety Klujewa; w Tomsku znajduje się świadectwo jego śmierci, przyczyna – zmarł na atak serca. Do tego praktycznie doszedłem sam.

– Czyli jesteś jak taki prywatny detektyw?

Komunalno-budowlane technikum w Tomsku. Absolwenci technicy-elektrycy 1947-1951. Naczelnik 3go miejskiego oddziału NKWD w Tomsku, młodszy porucznik bezpieki GORBIENKO G.I. pełniący funkcję dyrektora. Jednym z absolwentów był wnuk KARAGODINA S.I. – Anatolij M. KARAGODIN (na jego oczach, gdy Anatolij miał 7 lat, w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 1937 r. aresztowano Stefana Iwanowicza.

Komunalno-budowlane technikum w Tomsku. Absolwenci technicy-elektrycy 1947-1951. Naczelnik 3go miejskiego oddziału NKWD w Tomsku, młodszy porucznik bezpieki GORBIENKO G.I. pełniący funkcję dyrektora. Jednym z absolwentów był wnuk KARAGODINA S.I. – Anatolij M. KARAGODIN (na jego oczach, gdy Anatolij miał 7 lat, w nocy z 30 listopada na 1 grudnia 1937 r. aresztowano Stefana Iwanowicza.

– Rzeczywiście, niektóre elementy tego co robię, mogą na to wskazywać i można tak powiedzieć. Chociażby brakowało fotografii Gorbienki, masowego mordercy i fałszerza. Udałem się do tomskiego miejsko-budowlanego technikum i tam otrzymałem fotografie pod innym pretekstem.

– Śledztwo zazwyczaj kończy się procesem sądowym...

- Chcę znaleźć miejsce pochówku – to pierwsza sprawa. Druga: otrzymać odpowiedź na pytanie o poniesione konsekwencje przez ludzi odpowiedzialnych za zbrodnię na moim pradziadku oraz za zamordowanie wszystkich ośmiu ludzi, których dotyczy ta sprawa. Choć w rzeczywistości nie ośmiu, lecz nie mniej niż 2 tysięcy. A także chcę zebrać wszystkie dokumenty, które dotyczą losów Stefana Iwanowicza. Jeśli rzeczywiście to się uda, to zamierzam przygotować formalny wniosek do Komitetu Śledczego lub innej instytucji, by i rozpocząć proces. Nie proces abstrakcyjny, proces nad bolszewizmem i terrorem, ale konkretnie proces dotyczący tej właśnie sprawy. Wydawać by się mogło, że została ona przedawniona, ale są precedensy – na przykład Magnitski (rosyjski prawnik, poddany represjom za próby ujawnienia oszustw urzędników, najprawdopodobniej zamęczony w więzieniu. Jako oficjalną przyczynę jego śmierci podano atak serca – przypis AK). : proces został rozpoczęty, kiedy już nie żył (Pośmiertnie Magnitskiemu wytoczono proces za niepłacenie podatków i go skazano. Finalnie sąd odstąpił od wykonania kary ze względu na jego wcześniejszą śmierć – przypis AK). Są takie niuanse prawnicze, które przy dobrym podejściu stanowią rzeczywiste minimum, by wszcząć proces. Zdaję sobie sprawę, że wszystko to brzmi utopijnie i niewiarygodnie, ale to co udało mi się zrobić od 2012 r., czyli od czasu kiedy ruszyła strona dotycząca śledztwa, pokazuje, że wszystko jest możliwe. Dziś wszystkie osoby biorące udział w zabójstwie są znane. Jedynymi nieznanymi są ci, którzy fizycznie dokonali egzekucji. Niemniej jednak przybliżony zakres nazwisk jest znany. Wiem, że praktyką było, żeby sam śledczy dokończył swoje „dzieło”. I dlatego ustalenie wszystkich jest tylko kwestią czasu.

– Śledczy dokonywał realizacji wyroku?

Funkcjonariusz NKWD, wydawał wyrok i dokonywał egzekucji.

Funkcjonariusz NKWD, wydawał wyrok i dokonywał egzekucji.

– Nie sam. Oczywiście był tam pluton egzekucyjny - specjalna grupa ściśle związana ze sprawą. Śledczy naciskał spust, bił łomem lub dusił. Aż strasznie sobie nawet wyobrazić, co tam miało miejsce. Pluton egzekucyjny był wcześniej specjalnie pojony napojami alkoholowymi i ci ludzie potem zachowywali się jak zwierzęta. W okresie Wielkiego Terroru było wiele przypadków samobójstw w kręgu funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, w tym także wśród ekipy tomskiego oddziału NKWD. Widocznie to byli sami „prywatni detektywi”, dociekliwi czekiści, „uczciwi”, choć dziwnie to brzmi (taki oksymoron), którzy po prostu nie wytrzymali psychicznie.

– Nie myślisz o tym, by napisać książke o swoim śledztwie?

– Dzisiaj rozmiar materiałów jest akademicki, można przygotować z tego pracę profesorską albo monografię. Na przykład, mam masę danych o pracownikach tomskiego biura NKWD. Udało mi się na nich natrafić przypadkowo, niemal w cudowny sposób, ponieważ ktoś nie zniszczył dokumentów w byłym archiwum partyjnym w Tomsku. Zwyczajnie nie wyczyścili ich teczek, być może ktoś to przypadkowo zostawił; a miałem do czynienia ze zbiorami gdzie widać było, że ktoś czyścił, wybielał dokumenty.

Stefan Karagodin z rodziną na Dalekim Wschodzie.

Stefan Karagodin z rodziną na Dalekim Wschodzie.

– W Rosji dawno rozpadła się więź pokoleń. Takie podejście do przeszłości, do rodzinnej historii, jakie jest u Ciebie, zgodzisz się ze mną, jest rzadkością. O wiele częściej widoczna jest postawa, która nie odnosi się do swoich korzeni.

– Kiedy masz do czynienia z dokumentami archiwalnymi, rozumiesz, że czas to bardzo względna kwestia. Jest w nim – co nie jest jakąś tajemnicą – zupełnie inny parametr; to jakość. Podczas studiów zajmowałem się pytaniami dotyczącymi czasu, Heideggerem, post-heideggerowską tradycją. Na przykład, żyjący w naszych czasach Simon Kordoński, badający kategorię „czasu”, rozdziela go na czas fundamentalistów, progresywistów i wyodrębnia jeszcze czas aparatczyków (tj. urzędników). Urzędnik żyje w oparciu o dyrektywy lub wnioski obywateli. Kiedy zderzasz się z jakąkolwiek państwową strukturą, masz misję, cel, jesteś obarczony tradycją, historią rodziny. W moim przypadku jest to ok. 200 lat potwierdzonej dokumentami konkretnej tożsamości – uwiarygadnia moją egzystencję. A naprzeciw Ciebie staje urzędnik, który jest ograniczony (w najlepszym przypadku w swoim potencjale) tylko czasowym funkcjonowaniem tej struktury, której jest częścią. Na przykład NKWD to 70 lat; biorąc pod uwagę kontynuowanie tradycji przez FSB, trochę więcej. Ale faktycznie jest to jedynie czas przyjęcia mojego wniosku i reakcji na niego w ciągu następujących 30 dni – bo do tego zobowiązuje urzędnika prawo. Siły, mówiąc bardzo ogólnie, są nierówne. Przewaga jest po mojej stronie. I to jest taki mój egzystencjalny łom. I ja nim walczę na podobieństwo filozoficznego miecza Nitzche’go. I właśnie dlatego udaje mi się docierać do dokumentów, informacji, dowodów, które potem znajdują się na mojej stronie www. A wracając do kwestii czasu i historii rodzinnej: niczym nie różnię się od pozostałych ludzi. II wojna światowa, represje, pozostają w świadomości na stałe.

– Twoje śledztwo jeszcze nie jest zakończone. Co zostało do wyjaśnienia?

Grupa funkcjonariuszy i kursantów szkoły NKWD w Nowosybirsku, lata 30. Miejski oddział NKWD w Tomsku wchodził w skład nowosybirskiej struktury (oddziały ściśle ze sobą współpracowały, wymieniały funkcjonariuszy, dokumenty, etc.).

Grupa funkcjonariuszy i kursantów szkoły NKWD w Nowosybirsku, lata 30. Miejski oddział NKWD w Tomsku wchodził w skład nowosybirskiej struktury (oddziały ściśle ze sobą współpracowały, wymieniały funkcjonariuszy, dokumenty, etc.).

– Chcę poznać imiona wszystkich ludzi, biorących udział w kaźni, i tego dokonam, wcześniej czy później do tego dojdzie. Kiedy zaznajamiasz się z archiwalnymi dokumentami, widzisz zwyczajne adnotacje, np. „pracownik oddziału NKWD Zwieriew”, i więcej nic, żadnych informacji, danych. Wydziałowe archiwa robią wszystko, aby nic poza tym nie było i aby nikt niczego więcej się nie dowiedział. Ale ja wiedziałem, zdawałem sobie sprawę, że jeśli włożę wszystkie otrzymane przede mnie dokumenty w sferę publiczną, udostępnię je w Internecie i zostaną one zindeksowane przez systemy wyszukiwarek, to coś będzie się działo. Tak się rzeczywiście stało i ma miejsce do tej pory. Poprzez Internet zaczęli do mnie zwracać się różni ludzie. Na przykład, rodzina tego samego człowieka, który rzekomo zwerbował mojego pradziadka w szeregi japońskiej sieci szpiegowskiej. Albo chociażby mam u siebie dokumenty sprawy rozkułaczania z 1928 r. – dotyczące terytorium Dalekiego Wschodu. Zaczęli ze mną kontaktować się ludzie, którzy mieli więzi z wioską Wołkowo Błagowieszczeńskiego regionu (gdzie na początku XX w. mieszkał pradziadek D. Karagodina – przypis AK) (#1 / #2 – KARAGODIN.ORG). Udało się nam nawiązać kontakt i w 2013 r. pojechałem tam. A na miejscu przemieniłem się z obserwatora w aktora.

Dom we wsi Wołkowo (1902) i to samo miejsce w 2013 r. Dane GPS 50.25617, 127.77387 „Przywiozłem ze sobą ziemię z rowu w Tomsku, w którym leżeli rozstrzelani, i z mogił synów Stefana Iwanowicza. Zakopałem ziemię w miejscu, gdzie wcześniej stał dom, a ziemię z Wołkowa zawiozłem analogicznie do Tomska.” – mówi Denis Karagodin.

Dom we wsi Wołkowo (1902) i to samo miejsce w 2013 r. Dane GPS 50.25617, 127.77387 „Przywiozłem ze sobą ziemię z rowu w Tomsku, w którym leżeli rozstrzelani, i z mogił synów Stefana Iwanowicza. Zakopałem ziemię w miejscu, gdzie wcześniej stał dom, a ziemię z Wołkowa zawiozłem analogicznie do Tomska.” – mówi Denis Karagodin.

Jakimś niesamowitym sposobem otrzymałem fotografię gospodarstwa mojego pradziada w Wołkowie (z okresu 1920-1924, czas totalnego rozkwitu gospodarki; majątek rodzinny stanowiło nie mniej niż 200 hektarów ziemi.)

Panoramiczny widok na gospodarstwo Stafana Iwanowicza Karagodina w Wołkowie.

Panoramiczny widok na gospodarstwo Stafana Iwanowicza Karagodina w Wołkowie.

Określiłem dokładne dane GPS – koordynaty domu. I kiedy przyjechałem do Wołkowa, wyjaśniło się, że dom został rozebrany w latach 60/70.

Dotarłem na konkretne miejsce.... i zobaczyłem dokładnie to samo co widział Stafan Iwanowicz trochę więcej niż ponad 100 lat temu, w 1901/1902 roku. Moim oczom, tak jak i jego, ukazało się puste miejsce. Właściwie byliśmy w tym samym wieku. I wtedy pomyślałem: czy w ogóle te 100 lat, czy ten wiek miały miejsce? Gdzie podziało się to wszystko? Dlaczego widzę to samo co on? Jednocześnie miałem wrażenie, że jestem częścią jakiejś pętli czasu, jakiejś kpiny.... jakby to było jakimś uwieńczeniem całego sowieckiego systemu. Tyle wydarzyło się w tym miejscu, a mimo to znów jest puste. Dla mnie to było niemal religijnym, sakralnym doświadczeniem. I była to taka absolutna fantastyka, jakbym wpadł niemal w tę fotografię sprzed wieku, bo dla mnie samo to miejsce nie różniło się od jakiejś bajkowej przestrzeni. I wtedy, w tamtym momencie zrozumiałem, że nie jestem już obserwatorem, ale też aktorem.

W przypadku pytań do Denisa Karagodina, rekomendowany kontakt przez jego stronę internetową.


Оригинал:

"Произошло убийство" – Дмитрий Волчек, программа "Культурный дневник" – 18 июня 2016, "Радио Свобода"* © Radio Free Europe/Radio Liberty, RFE/RL.*

Tłumaczenie na język polski

 © Agnieszka Kaniewska (Blog / Facebook page: Syberyjskie ślady Polaków / Siberian traces of Poles) & Sara Howicka – 30.08.2016.

Licencja

Powielanie materiałów dozwolone pod warunkiem podania źródła – © KARAGODIN.ORG [https://karagodin.org/?p=9782]


* Согласно действующему законодательству РФ, "Радио Свобода" – включена в список "Иностранных агентов".

Последнее обновление: Суббота, 1 мая, 2021 в 10:02

ПОДДЕРЖИТЕ НАШУ РАБОТУ
Решаемая задача [ сейчас ] – поднятие из российских архивов данных сотрудников НКВД и политического руководства СССР, принимавших участие в массовых убийствах 1937-1938 годов. Сведения собираются на основе архивов ФСБ, МВД, ФСИН, Военных и областных прокуратур, политических и муниципальных архивов. С вашей поддержкой, мы сделаем больше! 

Поддержать Расследование КАРАГОДИНА

С вашей поддержкой, мы сделаем больше!

plan_select

Расчетное: ₽ 500,00

Итого: ₽ 500,00

Ежемесячно: ₽ 500,00

Или введя данные карты ниже

Поделиться ссылкой в: